sobota, 9 kwietnia 2016

11.

Nie wierzyłam w to co właśnie zobaczyłam. Do mojego pokoju wszedł Leondre Devries. Nienawidziłam go, a jednocześnie kochałam. Siedziałam z łzami w oczach. To nie może być prawda. To musi być sen. Wstałam z łóżka. Byłam zszokowana. Podeszłam do niego bliżej, a on wyciągnął do mnie rękę. Nie wiedziałam co się dzieje. Automatycznie podałam mu swoją dłoń. Przyciągnął mnie do siebie, a ja oparłam głowę na jego ramieniu. 
-Przepraszam...- objął mnie w pasie. Nie dałam rady nic odpowiedzieć. Z oczu leciały mi litry łez. 
Staliśmy tak bardzo długo. Nie chciałam go puścić. Był dla mnie wszystkim. Całym światem. 
- Panie Devries, proszę zejść na dół. Fanki czekają - z dołu rozległ się głos pani Hoke.
- Oczywiście. Już idziemy - odpowiedział brunet - pójdziesz tam ze mną? - szepnął mi do ucha. Pomachałam głową, zgadzając się zejść z nim do innych dziewczyn. Nie wiem co się ze mną działo. Chciałam, aby był przy mnie cały czas. Na zawsze. 
Złapał mnie za rękę i wyszliśmy. Pierwszy raz od 3 miesięcy znalazłam się poza pokojem. Całe otoczenie przypominało mi o czasie, gdy miałam jeszcze nadzieję. Nadzieję, że oni wrócą po mnie. Że moi rodzice zmienią zdanie. Ale jak to mówią nadzieja matką głupich. 
Zeszliśmy po schodach do dziewczyn, na widok mojego towarzysza zaczęły piszczeć. Większość z nich kojarzyłam, bo mieszkały obok mnie. Gdy zobaczyły mnie u boku Leo, ich miny zmieniły się momentalnie. Nie byłam tu jakoś super popularna czy lubiana. Może dlatego, że siedziałam ciągle sama. Wśród tłumu zauważyłam Paulę. Stała z otwartą buzią. Jej mina mówiła wszystko. Oprócz mojej przyjaciółki dostrzegłam także Alice. Osobę, która była tu od piątego roku życia. Nienawidziła mnie, a ja jej. W sumie to nigdy nie rozmawiałyśmy i nie wiem, czemu jej nie lubię. Od mojego przyjazdu do Domu Dziecka była dla mnie chamska, nie miła i cały czas starała się wpakować mnie w kłopoty.
Stałam przytulona do Leo, a przed nami znajdowały się metalowe bramki, za którymi stała reszta fanek. Przy bramkach stali ochroniarze, pilnując, aby tłum nie przewrócił ogrodzenia. Odeszłam od chłopaka, aby inne dziewczyny mogły zrobić sobie z nim zdjęcie i go przytulić, jednym słowem spełnić marzenie. 
Od pół godziny stałam przy pani Hoke, patrząc na szczęśliwe Bambino. Przyszła kolej Alice. Wiedziałam, że coś kombinuje. Podeszła do Leondre zrobiła zdjęcie i ....pocałowała go. Nie w policzek. W usta. Czułam jak mój żołądek zrobił fikołka. Nie mogłam na to patrzeć. Uciekłam do pokoju. 
-[twoje imię]! Gdzie idziesz? - krzyknęła starsza pani, ale nie dostała odpowiedzi. Nie tylko ona zauważyła moje zniknięcie. Zaraz za mną do pokoju wbiegła Paulina. 
-Czemu nagle uciekłaś? - zapytała zaniepokojona.
-Widziałaś co ta idiotka zrobiła? Głupia małpa! - leżałam z twarzą w poduszce.
- Alice? Nie widziałam
- Pocałowała go! - krzyknęłam. Paula od razu poderwała się z łóżka i wybiegła z pokoju. Z dołu słychać było jej krzyki: Jak mogłaś jej to zrobić durna małpo? Zadowolona jesteś? A ty, niby taki popularny, a głupszy od tej małpy!.
Trzasnęła drzwiami wyjściowymi. Ktoś biegł po schodach.
-[twoje imię]? Wszystko okey? - Leondre wszedł do pokoju
- Jak ma być okey?!
- Wiesz, że nic do niej nie czuję. Widzę ją pierwszy raz, a to było faktycznie głupie - uśmiechnął się.
- Możliwe, ale ta laska robi wszystko, żeby mnie zniszczyć
-Jest po prostu zazdrosna. Zignoruj ją
- Nie potrafię.
Nastało przeraźliwe milczenie, z którego kolejny raz wyrwał mnie telefon. 
-Halo?
-[twoje imię]?
-Tak. Słucham?
-Jutro wracasz do domu.
To dziwne, ale najlepsze pomysły na rozdziały przychodzą, gdy słucham piosenek Bars and Melody. W sumie nie dziwne. Jestem od nich uzależniona. Powoli dochodzimy do końca książki. Zostały jeszcze jakieś 3-4 rozdziały. Besoski <3 Kocham was ♥

piątek, 8 kwietnia 2016

#10

-Powinnaś już wracać- chłopak wstał z kanapy.
- Nie, nie powinnam Leo znowu zniknął, cię to nie obchodzi. Co tu się dzieje?! - byłam mega zdenerwowana. Nic nie odpowiedział.
- Charlie?!- podniosłam głos- powiesz coś?.
-Naprawdę uważam, że musisz wyjechać- spoważniał - Leondre podjął decyzję, której będzie żałował, ale to już jego sprawa. Pakuj się. Wieczorem zawiozę cię na dworzec.
- Nigdzie się stąd nie ruszę! Zostaję tu - tupnęłam nogą.
- [twoje imię]...Nie zostaniesz tu. Nie masz po co. Dziś w nocy wracam do domu.
- A co z Leo?! Zostawisz go? - do oczu zaczęły napływać mi łzy.
- Leo jest w domu...Nie rozumiesz? Zakończyła się historia. Koniec z naszym duetem. Koniec z Bars and Melody. Koniec...- spuścił głowę. Nie mogłam w to uwierzyć. Koniec z Bars and Melody?! To musi być sen. Nie przeżyję bez nich. Byłam zszokowana.
Spakowałam się, zgodnie z poleceniem blondyna. Była godzina 15, gdy wsiedliśmy do czarnego busa. Nie chciałam rozmawiać z chłopakiem. Nie potrafiłam. 
Na dworzec dojechaliśmy po 10 minutach. Charlie kupił mi bilet i poszliśmy na peron. Panowała grobowa cisza. Poza nami nie było nikogo. Usiadłam na ławce, gdy z oddali wynurzył się pociąg. 
- To...Dzięki za wszystko...- wstałam.
- Nie, to ja ci dziękuję.
- Obiecaj mi, że go znajdziesz - przytuliłam go i podążyłam w kierunku pociągu.
Kolejne miesiące były najcięższymi w moim życiu. Bars and Melody się rozpadło. Leondre nie dawał znaku życia. Z nikim nie chciałam rozmawiać. Nie uśmiechałam się. Cały czas siedziałam sama w swoim pokoju. 
- [twoje imię], musimy porozmawiać - Paula usiadła obok mnie - nie możesz zamknąć się w sobie już na zawsze. Wszyscy się o ciebie martwią. Chcę ci tylko pomóc.
-Zabij mnie. Najlepsze rozwiązanie- siedziałam wpatrując się w ramkę ze zdjęciem moich rodziców.
- Co ty wygadujesz?! Czy ciebie już do końca powaliło?! Masz 16 lat, wspaniałą przyjaciółkę i idoli, rodzinę. Czego chcieć więcej? - zapytała zdziwiona.
-Nie mam nic. Idoli? Jakich? Bars and Melody? Nie ma ich już. Rozpadli się. Rodzinę? Zostawili mnie tu już rok temu. Od tamtego czasu rozmawiałam z nimi raz, gdy zadzwonili powiedzieć, że zostaną na dłużej z Niemczech - z oczu poleciał mi potok łez - Co mam? Przyjaciółki w szkole, które są chamskie, egoistyczne, obojętne na mnie i kłamią. To mam.
-A ja? Co ze mną? Chyba się przyjaźnimy. Nie rozmawiałyśmy od bardzo dawna, bo cały czas to siedzisz. Nie możesz teraz się zamknąć na ludzi, szkołę - patrzyła na mnie starając mnie zmusić do tego samego - A co z Bars and Melody? Jak to się rozpadło? 
- Nie chcę gadać - odwróciłam się do ściany.
- Nie możesz nie chcieć gadać! Dostaniesz depresji lub coś w tym stylu - ona nigdy nie odpuszcza.
Nastało milczenie. Wyrwał mnie z niego mój telefon. 
"You're my shining star, I searched from near to far, and all day long you were, right here my baby"
Nie możliwe. Usunęłam tą piosenkę. Była przypisana tylko do jednego kontaktu. Do Leo. Niemożliwe. Przecież zniknął. Nie chciałam odebrać. Odwróciłam się chcąc coś wytłumaczyć przyjaciółce, ale jej tam nie było. Telefon znowu zadzwonił. Powtórzyło się to 5 razy, gdy postanowiłam odebrać.
-Hal...o - powiedziałam niepewnie.
-[twoje imię]...przepraszam- odezwał się głos ze słuchawki.
-Leo?
-Tak...ja nie chciałem, żeby tak wyszło. Zrozum. To nie miało tak wyglądać. Ja zrobiłem głupotę. Chciałem to naprawić, ale
-STOP! Zostawiłeś mnie już drugi raz. Znowu ma być to samo? Nie chcę z tobą rozmawiać - odłożyłam telefon.
Rozległo się pukanie do drzwi. Nie odpowiedziałam. Nie chciałam nikogo widzieć.
- [ twoje imię]? Kochanie, mogę wejść? - starsza pani uchyliła drzwi.
- Tak. Oczywiście
- Martwię się o ciebie - usiadła na łóżku
- Proszę pani...czy moi...rodzice wrócą? - zapytałam z łzami w oczach. 
- Nie. Właśnie o tym chciałam z tobą porozmawiać - wzięła mnie za rękę.
- Wiedziałam. Oni od początku mojego życia chcieli to zrobić. Pozbyć się mnie - w mojej głowie było milion emocji. Cieszyłam się, bo ich nienawidziłam. Byłam smutna, bo to jednak moi rodzice. Byłam zła, bo zrobili coś takiego własnej córce.
Ktoś zadzwonił do drzwi wejściowych. Pani Hoke automatycznie wstała, aby otworzyć. Z dołu rozległy się głosy. Nie przysłuchiwałam się im. Po kilku minutach usłyszałam kroki pod moim pokojem. Ktoś stał pod moim pokojem.
"I know this girl,
She got a beautiful smile,
I think she already known,
That I loved her for a while,
If only she knew how happy she made me,
Into the unknown don't be afraid to be,
Who you are will you be my bae,
You are my number one flying high like a plane,
Not a care in the world,
Just me and my girl,
Only taking one step like me to break"
I co sądzicie o rozdziale? Takie 2/10 moim zdaniem XD

czwartek, 7 kwietnia 2016

#9

Odwróciłam się, aby zobaczyć, gdzie jest Charlie. Serce biło mi jak szalone.
-Po co wam Charlie?- przełknęłam ślinę.
-To już nasza sprawa - z tylnych drzwi hotelu wyszedł blondyn. Ten blondyn, którego widziałam wtedy w pociągu. Zaraz za nim wyszła blondynka. To Chloe! Co ona tu robi i do tego z tym chłopakami.
- No, no, no. Kogo ja tu widzę - uśmiechnęła się złośliwie - czy to nie [twoje imię]? Charlie'mu namąciłaś w głowie, ale nie mi.
Ta dziewczyna od razu wydawała mi się podejrzana. Była dziwnie spokojna.
-Co zrobiłaś Leondre?! Oddawaj go!- warknęłam. Nigdy nie sądziłam, że ktoś może doprowadzić mnie do takiego stanu w jakim teraz jestem. Byłam rozwścieczona. Jak ona mogła zrobić coś takiego?!
- Chloe?! - odwróciłam się i zobaczyłam Charlie'go - Dlaczego? Jak mogłaś? Przecież kochałem cię a ty mnie- w oczach miał widoczne łzy - Gdzie do cholery jest Leo? Co mu zrobiłaś? - rzucił się w stronę dziewczyny, ale otaczający ją chłopacy uniemożliwili mu to. Melody jednak nie zamierzał przestać. Zamachnął się i przyłożył w twarz pierwszemu z nich. Z resztą poszło gładko.
- Niby tacy silni, że zdołali pobić Leo - złapał mnie za rękę i wbiegliśmy do środka. Nic nie widziałam. Tylko ciemność.
-Przeszukaj tamten korytarz - wskazał palcem w lewo - a ja pójdę w drugą stronę - podał mi latarkę i się rozdzieliliśmy.
Szłam po ciemnym, zarośniętym pleśnią i grzybem korytarzu. W powietrzu unosił się zapach dymu papierosów. Po kilku minutach marszu znalazłam pomieszczenie. Stanęłam na przeciwko drewnianych drzwi. Popchnęłam je lekko. Weszłam do niedużego, słabo oświetlonego pokoiku. Nagle dostałam czymś ciężkim w głowę.
-Auć! -złapałem się za głowę.
- [twoje imię]? - z kąta wyłoniła się postać - Matko Boska [twoje imię] tak strasznie cię przepraszam!- podał mi rękę, abym mogła wstać.
- Leo? To naprawdę ty? - rzuciłam mu się na szyję, a on mocno mnie do siebie przytulił. Brakowało mi tego.
- Chloe...ona...- wyszeptał chłopak.
- Wiem...uciekła...- pogładziłam go po włosach. Wpatrywałam się w jego duże, brązowe oczy. Ta chwila mogła by trwać wiecznie.
- [twoje imię]?- do pokoju wpadł Charlie i ujrzał mnie wtuloną w bruneta - Leo...Jezu, jak dobre cię widzieć- poczochrał mu włosy - jak się czujesz? - zapytał zaniepokojony.
-Chyba dobrze...jestem trochę poobijany. Wracajmy już- złapał mnie za rękę i wyszliśmy.
*kilka godzin później*
- Charlie, jak się trzymasz? - usiadłam obok chłopaka. Nic nie odpowiedział. Przytuliłam się do niego. Leo akurat wszedł do pokoju. Widok mnie przytulającej się do przyjaciela raczej nie wzbudził u niego sympatii - wszystko będzie okey...- sama nie wierzyłam w swoje słowa - no cóż - wstałam z łóżka - jutro będę musiała wracać do domu.
- Wiesz, że będziemy tęsknić? - odwrócił się w moją stronę Leondre.
- Mam taką nadzieję - wystawiłam mu język.
Wykąpałam się. Chłopcy siedzieli na kanapie oglądając jakiś film. Dosiadłam się pomiędzy nich. Zasnęłam z głową opartą o ramię bruneta.
Nazajutrz obudziłam się w łóżku. Na kanapie siedział Charlie z głową ukrytą w dłoniach.
- Hej - przeciągnęłam się - gdzie Leo?.
- Nie wiem. Wyszedł gdzieś .
- Zostawił telefon - wzięłam przedmiot do ręki - odblokowałam go i zobaczyłam na wyświetlaczu notatkę.
"[twoje imię],
Zrobiłem coś idiotycznego. Zapomnij, że się spotkaliśmy. Zapomnij o nas. Wracaj do domu. Znajdź sobie kogoś lepszego ode mnie. Prowadź normalne życie.Ze mną miałabyś same kłopoty.
Leondre"
- Charlie...ja wiem, że coś wiesz czego ja nie wiem o Leo...-z oczu zaczęły ciec mi łzy.

#8

Czemu Leo miałby pisać takie rzeczy? A raczej nie Leo, bo napisał to ktoś za niego. Tak strasznie się boję. Charlie zaczął nerwowo chodzić po pokoju, w którym się znajdowaliśmy. Zdecydowałam się odpisać na Instagramie.
@never_happy kim jesteś? I co zrobiłeś Leo?
@dopamineleondre dowiesz się w swoim czasie. Jeśli chcesz zobaczyć swojego chłopaka to bądź jutro o 11 pod tylnym wyjściem hotelu "Cristal" ul. Sobiewskiego 44. Masz być sama. Jeśli się nie zjawisz przepadnie on na zawsze.
Nie wiedziałam czy powiedzieć o tym Charlie'mu i Chloe. Musiałam to przemyśleć. Usiadłam obok niego i z oczu zaczęły ciec mi łzy.
-A co jeśli już go nigdy nie znajdziemy? - zakryłam twarz rękoma.
- Znajdziemy go - przytulił mnie do siebie, a ja usłyszałam co raz szybsze bicie jego serca - na pewno go znajdziemy - w jego głosie słyszałam niepewność. Nic nikt nie mówił. Usnęłam w ramionach Charlie'go ( nie sądzę, żeby Chloe była zadowolona z tego faktu, ale to już nie mój problem).
-[twoje imię] śpisz? - otworzyłam oczy. Leżeliśmy na łóżku. Moja głowa znajdowała się na klatce piersiowej chłopaka ( to również nie spodobało by się Chloe, ale cicho tam XD). Podniosłam się i starałam sobie przypomnieć wczorajszy wieczór. Uświadomiłam, że leżałam na blondynie ( tak wiem jak to brzmi, ale nic innego nie wymyśliłam :P). Czułam jak się rumienie na twarzy.
- Gdzie jest Chloe? - starałam się zmienić temat. Łóżko, na którym miała spać dziewczyna, było takie jak wczoraj wieczorem. Na stoliku znalazłam kartkę.
"Wyszłam do galerii. Wrócę wieczorem.
                                                                              Chloe"
Zdziwiło mnie to trochę. Kto o 7 rano wychodzi do galerii i wraca wieczorem. 
-Musimy zawiadomić policję o zaginięciu Leo - wstałam z łóżka.
- To zbyt ryzykowne - zgniótł karteczkę - dowiedzą się o tym inne fanki, czego bardzo nie chcę, a poza tym policja sami wiemy jaka jest. Nic nie zrobi.
- Ja...muszę ci coś powiedzieć - pokazałam mu wiadomość wysłaną z konta Leondre.
- Nie możesz iść tam sama to zbyt ryzykowne - przeczesał włosy.
- Nie oddadzą go, jeśli ze mną pójdziesz - wyjrzałam przez okno. 
- Nie pójdę z tobą tylko za tobą. Będę szedł za tobą kilkanaście metrów. Jak ich zobaczysz napiszesz mi. Wtedy podejdę bliżej, a jeśli zechcą ci coś zrobić to zainterweniuje - patrzył w moją stronę z nadzieją w oczach.
-Dobra - odwróciłam się w jego stronę.
Dochodziła godzina 10:30, więc postanowiliśmy się zacząć zbierać. Byłam zdenerwowana, ale jednocześnie ciekawa gdzie jest teraz mój Leo. Pomyślałam mój Leo? Nie to miało być tak. Dobra. Boję się o niego, tęsknię za nim, za jego objęciami. 
Przyszłam w umówione miejsce. Około 10 metrów za mną szedł Charlie i kapturze i okularach przeciwsłonecznych. Wychyliłam się zza rogu i ujrzałam 4 chłopaków. Tych samych co wtedy w parku. Przeraziłam się.
@never_happy To ci chłopacy, co wtedy w parku pobili Leo! I mnie rózwnież...
@charlielenehan Kto? Kiedy? Nikt nie pobił Leo. Już idę do ciebie.
Jak to nikt nie pobił Leo? Czyli Charlie nic o tym nie wie...
Podeszłam do zakapturzonych osób.
-Jestem. Gdzie jest Leondre?- bałam się. Nawet bardzo.
-Twojemu ukochanemu nic nie jest. Potrzebny jest nam jeszcze ten drugi -uśmiechnęli się na co przeraziłam się jeszcze bardziej. 

#7

Leo zaginął. Tylko te dwa słowa miałam w głowie. Jak to zaginął? Przeze mnie? Dlaczego? Byłam zszokowana. Postanowiłam o niczym nie mówić Paulinie. To ja namieszałam i to ja mam zamiar to naprawić. 
@never_happy Nie ma go ze mną. Matko Boska jak to zaginął?! Szukałeś go wszędzie? Na pewno? Może jest w jakiejś kawiarni, mcdonaldzie, kfc? On na pewno jest gdzieś we Wrocławiu...
@realcharlielenehan Nie ma go nigdzie. Byliśmy w każdym miejscu. Dosłownie każdym. Rozpłynął się. Jesteś już w domu prawda? Rodzice nie pozwolą ci pewnie tu wrócić.
@never_happy Mieszkam w domu dziecka. Opiekunowie raczej nie pozwolą mi stąd wyjechać teraz.
@realcharlielenehan Dobra, dzięki za informacje. Nie wyjedziemy stąd bez niego. Jakby napisał, zadzwonił do ciebie to daj znać. 
@never_happy Ok
*30 min poźniej*
@never_happy Jestem w pociągu do Wrocławia. Dojadę koło 23:30. Czekaj na mnie na dworcu.
*30 min wcześniej*
Ja nie mogę tu zostać i nic nie robić, gdy Leo zaginął. Spakowałam plecak. Napisałam karteczkę dla Pauliny.
Paulina,
Wyjechałam. Nie wiem kiedy wrócę. Nie powiem gdzie i po co. Nie mów nikomu o tym, że wiesz o moim zniknięciu. Wrócę niebawem. Kocham Cię ❤️
[twoje imię]
Wszyscy na dole spali. Ześlizgnęłam się cicho na dół i wyszłam. 
Na zewnątrz zimne powietrze szybko okryło moją twarz. Założyłam kaptur na głowę i pobiegłam na dworzec. Moja droga nie była długa, bo pociągi odjeżdżały około 800 metrów od Domu Dziecka. Na szczęście miałam kilka drobnych przy sobie, dzięki czemu mogłam kupić bilet. 
Zdyszana wbiegłam na stację. Kupiłam bilet i ruszyłam w stronę peronu. Pociąg odjeżdżał o 21:40, więc miałam jeszcze 10 minut. Sprawdziłam Instagram czy Charlie widział moją wiadomość.
@charlielenehan Będę czekał. Napisz jak będziesz bliżej.
Wsiadłam i zajęłam najbliższe wolne miejsce. W całym wagonie oprócz mnie znajdowały się jeszcze 3 osoby. Jedna z nich wyglądała mi bardzo znajomo. On chyba też mnie rozpoznał, bo przyglądał mi się uważnie. Po czym zmienił miejsce, przechodząc do innego przedziału. Niebieskooki blondyn starszy ode mnie dwa może trzy lata. Nałożyłam słuchawki na uszy, oparłam głowę o szybę i zasnęłam.
-Ostatnia stacja, Wrocław! - wszedł konduktor do wagonu. Szybko wstałam i byłam gotowa do wyjścia.
-Cholera, zapomniałam napisać Charlie'mu, że dojeżdżam- przestraszyłam się, że jednak nie przyjechał. Wysiadłam. Co dziwniejsze zaraz za mną wysiadł ten sam chłopak, który mi się przyglądał.
Rozejrzałam się po pustym peronie. W oddali siedział ktoś na ławce. Poszłam w tamtą stronę. 
- Charlie! - pomachałam mu, a on wstał i ruszył w moją stronę. Nie był sam towarzyszyła mu dziewczyna.
-Hej [twoje imię]! To jest Chloe, moja dziewczyna- wskazał na swoją towarzyszkę. Nie spodobała mi się ona ( specjalnie dla ciebie Ala, jeśli to czytasz XD). Była podejrzanie spokojna, przeciwnie do blondyna. Chłopak cały czas nerwowo przestępował z nogi na nogę. 
Co z Leo? Napisał? - otworzył szeroko oczy.
Nic. Zero - sięgnęłam ręką do kieszeni, bo zaburczał mi telefon. 
To od Leo! - podskoczyłam z zaskoczenia.
@dopamineleondre zapomnij, że go kiedykolwiek zobaczysz...

#6

Wraz z Paulą weszłyśmy to pokoju,  w którym chłopcy mieli swoją garderobę. Wszędzie były porozrzucane rzeczy, kosmetyki. W kącie stały dwie deskorolki. Po drugiej stronie znajdowało się pianino i kilka innych instrumentów. Nie wiem w ogóle po co tu przyszłam. Leo chciał ze mną porozmawiać, ale kiedy? Przecież zaraz zacznie się koncert. 
- Ej [twoje imię], co my tu w ogóle robimy? - usiadła na jednym z krzeseł- koncert przecież się zaczyna.
- Nie wiem...- oparłam się plecami o ścianę- jeśli chcesz idź na koncert. Ja tu poczekam.
- Chyba sobie żartujesz! nie zostawię cię tu samej - wstała i zaczęła kręcić się po pokoju. Podeszłam w głąb pokoju i wzięłam jedną z deskorolek. Postawiłam na ziemi i próbowałam pojechać na niej kilka metrów. Wywróciłam się dwa razy podczas mojej nieudanej próbie jazdy. No cóż miałam jeszcze godzinę, aby nauczyć się na tym jeździć. Paulinie też spodobał się mój pomysł jazdy na desce i wzięła drugą spod ściany i razem szusowałyśmy ( nie wiem jak się to pisze XD) po pokoju. Zapomniałam na chwilę gdzie jestem i po co tu jestem. Nie patrzyłam gdzie jadę i wjechałam w bruneta, który właśnie wszedł do pokoju. 
- Auć! - złapałam się za głowę.
- Jeju, przepraszam [twoje imię] - wstał chłopak podając mi przy tym rękę.
-Nie to moja wina, nie patrzyłam gdzie jadę - skorzystałam z pomocy i wstałam na nogi.
- Tak w ogóle, co ty robiłaś z moją deską? - zapytał podnosząc deskorolkę z ziemi.
- Ym, bo my właśnie...- faktycznie zapomniałyśmy, że to ich deski.
- Nic się nie stało - zaśmiał się pod nosem - możemy pogadać?
- Tak...chyba tak- nie byłam pewna tej rozmowy. Nadal byłam na niego zła.
- Więc chodźmy - wziął mnie za rękę, ale ja od razu się wyrwałam. Posmutniał. 
Szliśmy obok hali koncertowej.
- To... o czym mamy pogadać? - kopnęłam kamień. Nie miałam ochoty z nim o niczym gadać.
- Jeszcze raz dzięki za tamto w parku - przeczesał grzywkę - szukałem cię potem w szpitalu, ale cię tam nie było, a kilka dni później musiałem wrócić do Walii. Nie chciałem, żeby to tak wyszło - ciągnął dalej.
- Nie mamy o czym gadać. To było. Teraz jest teraz. Uznajmy, że nic nie zaszło. Muszę wracać - chciałam się odwrócić, ale brunet nie pozwolił mi na to. 
- Jak nie mamy?! Widziałem co mi pisałaś na instagramie. Chcę wiedzieć dlaczego jestem idiotą i kretynem - usiadł na ławce.
- Przez ciebie straciłam rodziców, rozumiesz? Jestem teraz w domu dziecka. Oni już nigdy mnie stamtąd nie zabiorą - z oczu zaczęły ciec mi łzy. Leondre wstał i mocno mnie przytulił. Pierwszy raz w życiu poczułam się bezpieczna. Opowiedziałam mu o wszystkim co się wydarzyło w ostatnich miesiącach, o rodzicach, o domu dziecka, o Paulinie. On słuchał uważnie. Nie przerywał mi. Gdy skończyłam nic nie powiedział. Analizował tą sytuację. Po czym z powrotem usiadł na ławce obok, oparł ręce o kolana, nałożył kaptur i patrzył w ziemię. Nie wiedziałam co robić. 
- Rozumiem cię - po kilku minutach milczenia wstał. Patrzył w moje zielone oczy. 
- Muszę już iść - przerwałam ciszę - wiem, że ty też miałeś problemy, ja je mam teraz. Za kilka lat już ich nie będzie tak jak u ciebie - znowu zaczęłam płakać. Chłopak wstał i ponownie mnie przytulił. Automatycznie przestałam płakać. Znowu czułam się bezpiecznie jak nigdy. 
Późnym wieczorem wyjechałyśmy z Paulą z Wrocławia. Po powrocie do domu dziecka, chciałam położyć się od razu spać. Przed tym jednak postanowiłam sprawdzić moje social media. Weszłam na instagram i zobaczyłam 2 nie przeczytane wiadomości.
@realcharlielenehan [twoje imię] błagam pomóż
@realcharlielenehan Leo nie wrócił do hotelu. Zniknął. Wraz z całą ekipą szukaliśmy go po mieście. Nie ma go. Nie pojechał z tobą? Martwię się o niego. Dzwoniłem do niego, ale nie odbiera. Boję się, że coś mu się stało.
Leo zniknął?! Co będzie?! . Kocham was ♥ Zapraszam też na mojego Instagram @_barsandmelody_poland oraz  @happyjulka. Na IG o BAM dodaje screeny rozdziałów, zdjęcia chłopaków, moje rysunki itd. 

#5

Stałam i gapiłam się na bilet. Łzy zaczęły napływać mi do oczu. Wypuściłam bilet z ręki i uciekłam do swojego pokoju zostawiając smutną przyjaciółkę. Rzuciłam się na łóżko i płakałam w poduszkę. Nie wiem jak długo, ale zasnęłam.
- [twoje imię] nic ci nie jest?- Paula usiadła obok mnie na łóżku. Twarz miałam całą czerwoną od płaczu. 
- Nie, nic - usiadłam obok niej - przepraszam za tamto. Nie to, że nie podoba mi się prezent, ale no... - spuściłam głowę.
-Co jest? - wyglądała bardzo zaniepokojoną. Opowiedziałam jej całą historię, o Leo, o rodzicach. A ona siedziała i słuchała. Nie przerywała mi. Gdy skończyłam moją historię, przyjaciółka nic nie mówiąc przytuliła mnie.
-Przepraszam, nie wiedziałam o tym- zaczęła bawić się pasemkiem swoich włosów, ale może jednak pojedziemy? Jeśli nie chcesz to oddam bilety. 
- Nie rób tego. Pojedziemy. Z tobą zawsze- jeszcze raz przytuliłyśmy się.
*5 miesięcy później*
Jutro jest koncert. Właśnie dokończyłam zapinać walizkę.
-[twoje imię], zaraz wyjeżdżacie. Taksówka podjechała już pod bramę- weszła do pokoju pani Hoke- ufam ci, że nie nabroicie podczas koncertu- przytuliła mnie i zabrała walizkę. Przed domem czekała już na mnie Paulina. Wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy na lotnisko. 
Oddałyśmy bagaż, przeszłyśmy przez kontrolę, żegnając się przy tym z naszą opiekunką, usiadłyśmy na fotelach i czekałyśmy. Po 2 godzinach mogłyśmy wsiąść do samolotu. Nie leciałyśmy długo, bo około godziny. We Wrocławiu  znalazłyśmy nasz hotel i poszłyśmy zwiedzać miasto. Wróciłyśmy dopiero po 22. Zmęczone poszłyśmy spać.
Rano, po śniadaniu ubrałyśmy się i pojechałyśmy na miejsce koncertu. Była godzina 12 i zaraz miały zacząć się spotkania z artystami. Stałyśmy w połowie kolejki od 15 minut i nagle usłyszałyśmy pisk i krzyki dziewczyn z przodu. To oznaczało, że przyszli BAM. Gdy nadeszła moja kolei podeszłam do Charlie'go i mocno go przytuliłam. Do Leo tylko podeszłam, powiedziałam, że jest idiotą i uciekłam. Nie tylko ja wybiegłam z sali, bo brunet wyskoczył za mną. 
- Zaczekaj! - cały czas biegł za mną. Nie tylko on biegł, bo zaraz za nim wybiegł Charlie i ich ochraniarze. Dobiegłam do ogrodzenia i tu się zatrzymałam. Nie miałam, gdzie uciekać. Chłopak dogonił mnie i odwrócił twarzą do siebie.
- Przepraszam...szukałem cię, ale w szpitalu cię już nie było- wydawał się być zakłopotany. Nie chciałam go słuchać. Po co ja tu w ogole przyjechałam. Stałam patrząc w ziemie. Nagle Leondre przytulił mnie. Słyszałam bicie jego serca. 
- Chciałbym z tobą porozmawiać. Mój ochroniarz zaprowadzi cię do naszej garderoby. Poczekaj tam na mnie - wyszeptał mi do ucha.
Jakiś taki nudny rozdział wyszedł 😏 Następny obiecuję, że będzie ciekawszy.