czwartek, 7 kwietnia 2016

#3

Otworzyłam oczy. Poranne słońce oświetlało moją mocno zranioną twarz. Rozejrzałam się po pokoju. W kącie na krześle siedział chłopak w kapturze. Brązowooki brunet z kolorową grzywką, miał widoczne rany na twarzy i rękach. Gdy zobaczył, że wstałam, podniósł się z krzesła i podszedł do mojego łóżka.
-Jak się czujesz księżniczko?- usiadł obok mnie. Byłam trochę zdziwiona tą sytuacją, bo widziałam go pierwszy raz w życiu.
-Dobrze, dziękuję- przeciągnęłam się i od razu zwiłam się z bólu. Czułam się jakby stratowało mnie stado słoni.
-Mogę wiedzieć gdzie jestem? I kim ty jesteś?- brunet cały czas przyglądał się moim zielonym oczom.
-Ghm...- odchrząknął- uratowałaś mi życie wtedy w parku. Jestem Leondre Devries- chciał podać mi rękę, ale ja prawie spadłam z łóżka po tym co usłyszałam.
-Ten Leondre? Bars? - siedziałam zdumiona tą sytuacją.
- No tak... Sorry głupio wyszło wtedy - przeczesał włosy ręką- tamci chłopacy to znajomi z podstawówki - spuścił głowę- nie mogą pogodzić się z faktem, że stałem się popularny. 
Siedziałam z otwartą buzią. Nie wiedziałam co powiedzieć. Właśnie się dowiedziałam, że uratowałam jedną z największych gwiazd. 
-Myślę, że musisz odpocząć - chłopak wstał i poszedł w kierunku drzwi - jeszcze raz dzięki za pomoc - odwrócił się do mnie i uśmiechnął po czym zniknął w ciemnym korytarzu. 
Nadal próbowałam dojść do siebie po dzisiejszym poranku. Odwiedzili mnie  moi rodzice. 
-Co ci w ogóle przyszło do tej twojej durnej głowy- zaczęła mama, gdy tylko przekroczyła próg sali-przecież oni mogli cię zabić!
-Byłoby cudownie - odchrząknęłam pod nosem
-Jesteś tylko niewdzięczną, rozpuszczoną, bezczelną gówniarą - wyszła zatrzaskując drzwi za sobą. Tato tylko pogłaskał mnie po głowie i też opuścił pokój zostawiając mnie samą. Do oczu napłynęły mi łzy. 
-To wszystko przez tego idiotę - myślałam - po co ja mu pomagałam?!- wzięłam do ręki telefon, otworzyłam Instagram i postanowiłam to wszystko mu wygarnąć :
@never_happy Jesteś kretynem, idiotą i w ogóle Cię nienawidzę!!! Po co ja ci pomagałam?! Teraz mam przez ciebie problemy!
Po co ja to napisałam? On i tak tego nie przeczyta...
Mijały dni, aż w końcu lekarz zdecydował wypuścić mnie do domu, co nie było dla mnie super wiadomością. Mama krzyczała się na mnie co raz częściej. Tato nic w tym nie miał do gadania. Jak on z nią wytrzymuje?! 
-Pakuj się. Wyjeżdżamy- rzuciła oschle z dołu
-Nigdzie nie jadę - odpowiedziałam sama sobie
-Ja ciebie nie pytam o zdanie. Wyjeżdżamy do Berlina na kilka miesięcy. Nie masz za kim tu tęsknić. Nie masz przecież przyjaciół - odpowiedziała z uśmiechem na ustach
- Nie jadę 
- W takim razie zostajesz, ale nie tu, bo dom wynajmujemy- oparła się o ścianę - pakuj się. Pojedziesz gdzieś indziej. 
Przestraszyłam się. Spakowałam kilka kompletów ubrań i najpotrzebniejsze rzeczy. Wsiadłam do auta i odjechaliśmy. Po 15 minutach jazdy zatrzymaliśmy się pod wielkim domem. "Dom dziecka" wisiał wielki szyld na bramie. 
-Mamo... Ty chyba nie chcesz...
Co ten Leo narobił?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz