czwartek, 7 kwietnia 2016

#5

Stałam i gapiłam się na bilet. Łzy zaczęły napływać mi do oczu. Wypuściłam bilet z ręki i uciekłam do swojego pokoju zostawiając smutną przyjaciółkę. Rzuciłam się na łóżko i płakałam w poduszkę. Nie wiem jak długo, ale zasnęłam.
- [twoje imię] nic ci nie jest?- Paula usiadła obok mnie na łóżku. Twarz miałam całą czerwoną od płaczu. 
- Nie, nic - usiadłam obok niej - przepraszam za tamto. Nie to, że nie podoba mi się prezent, ale no... - spuściłam głowę.
-Co jest? - wyglądała bardzo zaniepokojoną. Opowiedziałam jej całą historię, o Leo, o rodzicach. A ona siedziała i słuchała. Nie przerywała mi. Gdy skończyłam moją historię, przyjaciółka nic nie mówiąc przytuliła mnie.
-Przepraszam, nie wiedziałam o tym- zaczęła bawić się pasemkiem swoich włosów, ale może jednak pojedziemy? Jeśli nie chcesz to oddam bilety. 
- Nie rób tego. Pojedziemy. Z tobą zawsze- jeszcze raz przytuliłyśmy się.
*5 miesięcy później*
Jutro jest koncert. Właśnie dokończyłam zapinać walizkę.
-[twoje imię], zaraz wyjeżdżacie. Taksówka podjechała już pod bramę- weszła do pokoju pani Hoke- ufam ci, że nie nabroicie podczas koncertu- przytuliła mnie i zabrała walizkę. Przed domem czekała już na mnie Paulina. Wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy na lotnisko. 
Oddałyśmy bagaż, przeszłyśmy przez kontrolę, żegnając się przy tym z naszą opiekunką, usiadłyśmy na fotelach i czekałyśmy. Po 2 godzinach mogłyśmy wsiąść do samolotu. Nie leciałyśmy długo, bo około godziny. We Wrocławiu  znalazłyśmy nasz hotel i poszłyśmy zwiedzać miasto. Wróciłyśmy dopiero po 22. Zmęczone poszłyśmy spać.
Rano, po śniadaniu ubrałyśmy się i pojechałyśmy na miejsce koncertu. Była godzina 12 i zaraz miały zacząć się spotkania z artystami. Stałyśmy w połowie kolejki od 15 minut i nagle usłyszałyśmy pisk i krzyki dziewczyn z przodu. To oznaczało, że przyszli BAM. Gdy nadeszła moja kolei podeszłam do Charlie'go i mocno go przytuliłam. Do Leo tylko podeszłam, powiedziałam, że jest idiotą i uciekłam. Nie tylko ja wybiegłam z sali, bo brunet wyskoczył za mną. 
- Zaczekaj! - cały czas biegł za mną. Nie tylko on biegł, bo zaraz za nim wybiegł Charlie i ich ochraniarze. Dobiegłam do ogrodzenia i tu się zatrzymałam. Nie miałam, gdzie uciekać. Chłopak dogonił mnie i odwrócił twarzą do siebie.
- Przepraszam...szukałem cię, ale w szpitalu cię już nie było- wydawał się być zakłopotany. Nie chciałam go słuchać. Po co ja tu w ogole przyjechałam. Stałam patrząc w ziemie. Nagle Leondre przytulił mnie. Słyszałam bicie jego serca. 
- Chciałbym z tobą porozmawiać. Mój ochroniarz zaprowadzi cię do naszej garderoby. Poczekaj tam na mnie - wyszeptał mi do ucha.
Jakiś taki nudny rozdział wyszedł 😏 Następny obiecuję, że będzie ciekawszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz