Nie wierzyłam w to co właśnie zobaczyłam. Do mojego pokoju wszedł Leondre Devries. Nienawidziłam go, a jednocześnie kochałam. Siedziałam z łzami w oczach. To nie może być prawda. To musi być sen. Wstałam z łóżka. Byłam zszokowana. Podeszłam do niego bliżej, a on wyciągnął do mnie rękę. Nie wiedziałam co się dzieje. Automatycznie podałam mu swoją dłoń. Przyciągnął mnie do siebie, a ja oparłam głowę na jego ramieniu.
-Przepraszam...- objął mnie w pasie. Nie dałam rady nic odpowiedzieć. Z oczu leciały mi litry łez.
Staliśmy tak bardzo długo. Nie chciałam go puścić. Był dla mnie wszystkim. Całym światem.
- Panie Devries, proszę zejść na dół. Fanki czekają - z dołu rozległ się głos pani Hoke.
- Oczywiście. Już idziemy - odpowiedział brunet - pójdziesz tam ze mną? - szepnął mi do ucha. Pomachałam głową, zgadzając się zejść z nim do innych dziewczyn. Nie wiem co się ze mną działo. Chciałam, aby był przy mnie cały czas. Na zawsze.
Złapał mnie za rękę i wyszliśmy. Pierwszy raz od 3 miesięcy znalazłam się poza pokojem. Całe otoczenie przypominało mi o czasie, gdy miałam jeszcze nadzieję. Nadzieję, że oni wrócą po mnie. Że moi rodzice zmienią zdanie. Ale jak to mówią nadzieja matką głupich.
Zeszliśmy po schodach do dziewczyn, na widok mojego towarzysza zaczęły piszczeć. Większość z nich kojarzyłam, bo mieszkały obok mnie. Gdy zobaczyły mnie u boku Leo, ich miny zmieniły się momentalnie. Nie byłam tu jakoś super popularna czy lubiana. Może dlatego, że siedziałam ciągle sama. Wśród tłumu zauważyłam Paulę. Stała z otwartą buzią. Jej mina mówiła wszystko. Oprócz mojej przyjaciółki dostrzegłam także Alice. Osobę, która była tu od piątego roku życia. Nienawidziła mnie, a ja jej. W sumie to nigdy nie rozmawiałyśmy i nie wiem, czemu jej nie lubię. Od mojego przyjazdu do Domu Dziecka była dla mnie chamska, nie miła i cały czas starała się wpakować mnie w kłopoty.
Stałam przytulona do Leo, a przed nami znajdowały się metalowe bramki, za którymi stała reszta fanek. Przy bramkach stali ochroniarze, pilnując, aby tłum nie przewrócił ogrodzenia. Odeszłam od chłopaka, aby inne dziewczyny mogły zrobić sobie z nim zdjęcie i go przytulić, jednym słowem spełnić marzenie.
Od pół godziny stałam przy pani Hoke, patrząc na szczęśliwe Bambino. Przyszła kolej Alice. Wiedziałam, że coś kombinuje. Podeszła do Leondre zrobiła zdjęcie i ....pocałowała go. Nie w policzek. W usta. Czułam jak mój żołądek zrobił fikołka. Nie mogłam na to patrzeć. Uciekłam do pokoju.
-[twoje imię]! Gdzie idziesz? - krzyknęła starsza pani, ale nie dostała odpowiedzi. Nie tylko ona zauważyła moje zniknięcie. Zaraz za mną do pokoju wbiegła Paulina.
-Czemu nagle uciekłaś? - zapytała zaniepokojona.
-Widziałaś co ta idiotka zrobiła? Głupia małpa! - leżałam z twarzą w poduszce.
- Alice? Nie widziałam
- Pocałowała go! - krzyknęłam. Paula od razu poderwała się z łóżka i wybiegła z pokoju. Z dołu słychać było jej krzyki: Jak mogłaś jej to zrobić durna małpo? Zadowolona jesteś? A ty, niby taki popularny, a głupszy od tej małpy!.
Trzasnęła drzwiami wyjściowymi. Ktoś biegł po schodach.
-[twoje imię]? Wszystko okey? - Leondre wszedł do pokoju
- Jak ma być okey?!
- Wiesz, że nic do niej nie czuję. Widzę ją pierwszy raz, a to było faktycznie głupie - uśmiechnął się.
- Możliwe, ale ta laska robi wszystko, żeby mnie zniszczyć
-Jest po prostu zazdrosna. Zignoruj ją
- Nie potrafię.
Nastało przeraźliwe milczenie, z którego kolejny raz wyrwał mnie telefon.
-Halo?
-[twoje imię]?
-Tak. Słucham?
-Jutro wracasz do domu.
To dziwne, ale najlepsze pomysły na rozdziały przychodzą, gdy słucham piosenek Bars and Melody. W sumie nie dziwne. Jestem od nich uzależniona. Powoli dochodzimy do końca książki. Zostały jeszcze jakieś 3-4 rozdziały. Besoski <3 Kocham was ♥